Kooperacyjny trening medyczny i pielęgnacyjny

Kooperacyjny trening medyczny lub pielęgnacyjny* to w założeniu metoda do pracy z psem, dająca nam możliwość wypracowania niewerbalnego dialogu i otrzymania zgody na czynności, które bez wcześniejszych ćwiczeń mogłyby wywołać w naszym czworonogach strach, stres, czy frustrację. 

Przy jego pomocy zabiegi medyczne i pielęgnacyjne takie, jak: zakrapianie oczu, obcinanie pazurów, czy wyczesywanie przestają być dla psa tak niekomfortowe. Jeśli dobrze zaplanujemy trening, możliwe jest nawet uzyskanie zgody na zastrzyk lub założenie kołnierza weterynaryjnego. Oczywiście, jest to długi proces, wymagający od nas cierpliwości i umiejętności odczytywania sygnałów, które pies do nas wysyła. Jednak, gdy nastawimy się na systematyczną pracę, możemy liczyć na wymierne korzyści w codziennym życiu z naszym czworonogiem. W treningu kooperacyjnym funkcjonuje jedna najważniejsza zasada – dajemy psu wybór, czy chce uczestniczyć w ćwiczeniu i respektujemy odmowę.  Wybór i możliwość powiedzenia „nie” buduje pewność siebie, pozytywnie wpływa na samopoczucie, daje poczucie sprawczości i co ważne, jest naturalnie wzmacniające dla psa.  

Jak to wygląda?

W ramach treningu kooperacyjnego często uczy się psa targetowania nosem lub podbródkiem – dłoni (druga opcja zazwyczaj jest bardziej lubiana przez psy), leżenia nieruchomo na boku, czy wchodzenie przednimi łapami na podwyższenie. Trwanie w danej pozycji jest dla nas zielonym światłem, zerwanie pozycji oznacza brak zgody na kontynuowanie czynności. Innym ćwiczeniem będzie oswojenie psaz dotykiem w okolicach łap, uszu i ogona.  Następnie, dopiero wprowadzamy np. pilnik lub obcinaczkę do pazurów, tak by sam widok, czy dotyk tych narzędzi nie stresował psa.  Po przepracowaniu tych etapów możemy przejść do obcięcia pazurów. Lepiej zrobić krótsze sesje, ale ćwiczyć regularnie niż zrobić jedno godzinne szkolenie w tygodniu. Zadbajmy też o odpowiednią aranżację środowiska, wybierajmy spokojne miejsce bez większych rozproszeń.

Czy dla każdego?

Przyznam szczerze, że jak pierwszy raz zobaczyłam sesję treningu kooperacyjnego miałam pewne wątpliwości. Wyglądało to dla mnie bardziej jak uwarunkowanie psa na kładzenie głowy na podkładce za smaczka niż „wyrażanie przez niego zgody” na kolejną czynność, która odbywała się na filmiku (przykładowo obcięcie pazura) ale nie był to mój pies, więc nie jestem na 100% pewna jakie było „prawdziwe” nastawienie psa, a filmik był bardzo krótki i pokazywał wyrywek całej procedury.

Wątpliwość 1

Kooperacyjny trening medyczny zakłada, że ćwiczymy z psem, po to by nauczył się on dawać nam zgodę na wykonywanie jakiej czynności medycznej/pielęgnacyjnej. ALE! Jeśli musimy wykonać jakiś nagły zabieg medyczny, a pies nie wyraża na niego zgody to według założeń metody możemy, by nie powiedzieć musimy ten zabieg dla zdrowia psa przeprowadzić. Przykładowo gdy pies dostaje uczulenia po ukąszeniu owada, a my biegniemy do weterynarza z puchnącym psem, nie pytamy czy pies aby na pewno ma ochotę na zastrzyk przeciwhistaminowy, tylko maksymalnie szybko udzielamy psu pomocy. Powstaje we mnie pewien dysonans, po co uczymy psa, że ma wybór, jeśli są pewne sytuacje, w których po prostu musimy zareagować u weterynarza w określony sposób? 

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez PSIA MATKA ™ (@psiamatkapl)

Wątpliwość 2

Kooperacyjny trening medyczny określa się jako niewerbalną komunikację z psem. Pies, który nie zna założeń kooperacyjnego treningu medycznego z całą pewnością komunikuje się z nami w swój psi sposób tak jak umie. I zamiast nauczyć się jego psiego języku mowy ciała, uczymy go wymyślonego przez nas kodu do komunikacji (targetowanie). Nie podobają mi się antropocentryczne podwaliny tej metody. I zamiast spędzać czas na kolejnych sesjach i naukach psa, wolę dalej pogłębiać moją komunikację z psem ucząc się jego naturalnej komunikacji niewerbalnej.

Wątpliwość 3

Kooperacyjny trening medyczny z całą pewnością przy określonych psich rasach/osobnikach, które lubią się uczyć i współpracować jest pewną metodą. Natomiast przy Shibie uważam, że nie ma on co do zasady zastosowania, ponieważ 90% shib NIENAWIDZI wizyty u weterynarza i żaden trening tego nie zmieni. To co my możemy zrobić dla naszego psa to, zminimalizować wizyty u weta do niezbędnego minimum, a samo spotkanie z weterynarzem uprościć i absolutnie nie rozciągać go w czasie. Wspomniane wcześniej elementy treningu kooperacyjnego czyli przyzwyczajenie do dotykania łap, pazurów, zębów i innych newralgicznych stref, jest dla mnie po prostu przyzwyczajaniem i polecam to u każdego posiadacza szczeniaka (szczególnie shibowego), i nigdy nie nazywałam tego „specjalnym treningiem”.

A może jednak inaczej?

Fear Free® (Bez stresu) to autorski program założony przez „America’s Veterinarian” i dr Marty’ego Beckera mające na celu zadbanie o dobrostan zwierząt i ich właścicieli podczas wizyty u weterynarza. Program i kursy Fear Free® zapewniają weterynarzom oraz profesjonalistom zajmującym się zwierzętami, wiedzę i narzędzia umożliwiające dbanie o fizyczne i emocjonalne samopoczucie zwierzęcia. Co istotne cały program zmienia sposób myślenia o tym jak ma wyglądać wizyta u weterynarza, a ciężar odpowiedzialności w pierwszej kolejności spoczywa na Klinice, a nie psim pacjencie czy właścicielu. Weterynarze przechodzą specjalne kursy, na zakończenie których zdobywają odznaczenia, aby Klienci mogli wybierać właśnie takie certyfikowane miejsca. Warto zauważyć, że kursy oprócz narzędzi jak postępować z małym pacjentem, uczą też, jak samemu radzić sobie ze stresem podczas zabiegu. Tak! Weterynarze, również stresują się przy skomplikowanych zabiegach i wymagających pacjentach! Jest to więc całościowy program/podejście, które wnosi świadomość do opieki weterynaryjnej. Chciałabym, żeby takie programy zaczęły być także stosowane w naszych polskich Klinikach.

Na zakończenie

Clou medycznego treningu kooperacyjnego to dopasowanie się do naszego psiaka i nie robienie niczego na siłę, a jednocześnie nagradzanie za każdy mini sukces. Pamiętajcie, że tempo nauki zależy od wielu czynników – m.in. od nastroju psa, zaspokojenia jego potrzeb i naszej relacji. Jeśli damy naszemu zwierzakowi poczucie bezpieczeństwa i stopniowo zbudujemy historię wzmocnień, rzadziej będzie miał potrzebę przerywać i chętniej będzie przystępował do kolejnych powtórek, dzięki czemu zabiegi weterynaryjne/pielęgnacyjne będą dla niego po prostu zabiegami, a nie traumatycznymi przeżyciami.

Dajcie znać, jakie macie doświadczenia z treningiem kooperacyjnym, czy ćwiczycie go z psem, czy może tak jak ja macie pewne wątpliwości?

*(ang. cooperative husbandry training, cooperative care)

 

 

2 komentarze

  1. Joanna

    Super przydatny wpis! Uwielbiam czytać takie artykułu, bo czuję, że dowiedziałam się czegoś nowego.

  2. Anna

    Od wielu miesięcy trenuję kooperacyjnie z moim niedotykalskim psem totalnie panikującym u weta. Mam porównanie ze zwykłym odwrażliwianiem, bo tak ogarnęliśmy na początku pazury. Różnica jest ogromna… U mojego psa normalne odwrażliwianie może i pomaga w domu, ale w treningach u weta już totalnie nie, dopiero jak dostał prawo do decyzji idziemy do przodu (np. spokojne przyjmowanie zastrzyków). Trening kooperacyjny daje psu poczucie bezpieczeństwa, pies wie co się dzieje, co się będzie działo, wie co ze sobą zrobić w tym czasie, na czym się skupić, ufa swojemu człowiekowi i wie, że nie będzie to nic poza tym co już zna. Samo odwrażliwianie to często za mało. Po tych kilku miesiącach mój pies już zna koncept treningu i każde kolejne zachowanie/zabieg idzie nam szybciej, u weterynarza sam mi kładzie pychola na ręce, pozwala na coraz więcej. Kolejnym argumentem za koopeacyjnym jest to, że ma on ustalone zasady, określoną strukturę, którą człowiek może przyjąć i podążać, co służy i psu i człowiekowi, ogranicza błądzenie we mgle, daje przewidywalność.
    Kliniki fearfree w USA są super, ale z tego co wiem one też bazują na kooperacyjnym treningu medycznym 😉
    Odnosząc się do twoich wątpliwości.
    1. Tutaj to jest niestety fakt, czasem trzeba i nie ma co poradzić. ALE takie sytuacje zdarzają się rzadko i powinny być przeprowadzone w jak najbardziej odmiennych warunkach. A przeprowadzenie treningu może zdecydowanie ułatwić psu (i dzięki temu nam) przejście tej czynności czy zabiegu mimo odmowy.
    2. Poznanie psiej mowy jest podstawową rzeczą przy posiadaniu psa i trening kooperacyjny ani tego nie wyklucza ani nie zastępuje. Mowa ciała psa miewa wiele kontekstów i może być bardzo subtelna. Poza tym nawet mając psa w pozycji dalej zwraca się uwagę na jego mowę ciała. Wyraźne sygnały zgody/odmowy są ważne dla psa i dla człowieka, stwarzamy sobie przestrzeń do treningu, pies wie co się dzieje i co się będzie działo, wie, ze może w każdej chwili to przerwać, a dzięki temu pozwala sobie zrobić więcej.
    3. Nie mam shiby, ani psa nastawionego na pracę, ale mój pies „nienawidzi” wizyt u weterynarza, a właściwie mój się ich panicznie bał, pewnie ma złe doświadczenia sprzed adopcji. Czy shiby też się boją? Czy prowadziłaś porządny trening medyczny w domu i z weterynarzem, że twierdzisz, że żaden trening tego nie zmieni?
    Uważam, ze twój wpis jest krzywdzący, ponieważ niesłusznie dyskredytuje kooperacyjny trening medyczny i zostawia ludzi tak naprawdę bez odpowiedzi na ich potrzebę pomocy psu w stresie.

Skomentuj Anna Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *