Sylwester z psem – Miedzygórze

2018 rok przywitaliśmy w Międzygórzu – małej, urokliwej ale jakby zapomnianej mieścince w Kotlinie Kłodzkiej. Od Warszawy dzieli ją 4,5 h z zegarkiem w ręku, była to przyjemna przejażdżka po wojażach do Kołobrzegu. To już czwarty Sylwester w życiu Noaśka. Pierwszy przeżywał dość spokojnie, ale w ostatnim roku pojawiła się u Noasia jakby większa wrażliwość na hałasy, więc tym razem chcieliśmy gdzieś wyjechać. Skrycie marzyłam sobie, że może na odludziu nie będą strzelać i na większym luzie wejdziemy w Nowy Rok, a jak było to napiszę w dalszej części wpisu.

Czytaj więcej

6 miejsc na weekend z psem

W wolnych chwilach od Psiamatka.pl podróżuję po Polsce z Noaśkiem. Wiem jak trudno jest znaleźć fajne miejsce na wypad z psem. Takie, żeby okolica pozwalała na zrobienie przyjemnego spaceru, a piesek był naprawdę mile widziany i witany. W tym wpisie, podaję sprawdzone namiary. Zatytułowałam go „6 miejsc na weekend z psem” ale tak naprawdę można tam pojechać na znacznie dłużej – jeśli tylko macie ochotę. Będą adresy niszowe, niedawno przez nas odkryte i bardziej znane – kilkukrotnie sprawdzone. Wszystkie warte uwagi! Zaczynamy 🙂

Czytaj więcej

Warmia – weekend z psem

To nie będzie tylko wpis o fajnym wyjeździe z psem, to będzie również wpis o odczarowaniu miejsca i lęków dzieciństwa z nim związanych. Jesteście ciekawi? To zapraszam do lektury 🙂

Na Mazurach spędziłam połowę mojego dzieciństwa. Co wakacje wyjeżdżałam do babci, na 3-4 tygodnie, czasem prawie dwa miesiące. O ile u samej babci nie było tak źle, o tyle w ośrodku wczasowym do którego regularnie jeździliśmy było koszmarnie 😉 Uroczo położony, w środku lasu, nad samym jeziorem miał swoje wady: domki były z dykty, pachniały zgnilizną, w środku było mnóstwo pająków i wszelkich innych owadów… Nocą robiło się tam naprawdę ciemno i straszno. I jako małe dziecko naprawdę się bałam tych wieczorów i nocy oraz tych wszędobylskich pająków. Jak większość lęków dzieciństwa, prawdopodobnie i mój nie był dość dobrze wyartykułowany, ale na dziś dzień stwierdzam także, że mógł być po prostu bagatelizowany. Bo co tam, że ciemno, zimno, pająki i bez mamy? Jesteśmy na Mazurach i ma być fajnie! Dlatego też, gdy usłyszałam, że na wypad weekendowy – NIESPODZIANKA organizowany specjalnie dla mnie jedziemy w tamte rejony pomyślałam sobie krótko ” O nie ! ” 🙁 Naprawdę były momenty, że chciałam odwołać ten wyjazd. Ale wiedziałam, że jadę w doborowym towarzystwie pięciu fajnych babek i stwierdziłam, że kiedyś muszę zmierzyć się z mrocznymi duchami dzieciństwa. I tak jadąc w nieznane spodziewałam się najgorszego. Na dobrze znanej trasie wyjazdowej z Warszawy, w którymś momencie skręciłyśmy i wtedy okazało się, że jednak nie Mazury tylko Warmia i może trochę odetchnęłam. Ale gdzieś w mojej głowie Mazury zawsze były łączone z Warmią i nie dokońca je odróżniałam.


Na miejsce dojechałyśmy po zmroku. Wszędzie było głucho, ciemno, a my gnałśmy przez jakieś pole do domu, którego tak naprawdę nie mogłam zobaczyć bo nic nie było widać 😉 Zaczęły się moje lęki 😀 dodatkowo Noasiek nie wysikany, nic tylko uciekać 😉 Na szczęście w domu, czekała na mnie moja siostra, kominek/koza był rozpalony, wysikałam Noaśka, otworzyłam piwo i stwierdziłam, że muszę przeżyć do rana, bo nic już w tym szczerym polu nie wymyślę. Dom do którego zostałam przywieziona ma 100 lat i nazywa się Butterfly Factory. Ogromna salono-jadalnia podobno przypomina wnętrza Nienawistnej Osemki – Tarantino. Ja bym je nazwała stylowym. Reszta pomieszczeń jest dość minimalistyczna ( w sumie to 4 sypialnie, dwie z nich z łóżkami małżeńskimi) łazienka i wnęka kuchenna. W domu czuje się atmosferę starego miejsca i tego, że czas się zatrzymał. Nie jest to może mój ulubiony styl wnętrzarski, ale naprawdę nie można odmówić mu uroku i tego czegoś. Przez ogromne okna widać pola i otaczające lasy. Jest CICHO, latają motyle a o poranku są ogromne mgły i rosa. Jeśli, ktoś ma ochotę zapomnieć o całym świecie to jest to miejsce idealne do tego.


butterfly

butterfly_factory

źródło zdjęcia: www.naszekwatery.pl

 

Następnego dnia obudziłam się skoro świt i zrobiłam długaśny spacer po polach i łąkach w porannej rosie (kalosze obowiązkowo!). A po spacerze usiadłam z kawą na jednym z dwóch ganków należących do domu i zaczęłam odpoczywać 🙂 Noaś o dziwo czuł się tam dobrze, choć nie jest o koneserem starych domów, więc zadecydowałam, że zostaję i zobaczę co będzie dalej.

dom2

W domu jest fajnie wyposażona kuchnia oraz grill, ale do najbliższego sklepu jest dość daleko, więc najlepiej przyjechać zaopatrzonym w podstawowe produkty (tak jak i zrobiły moje współtowarzyszki) by bez zbędnego wysiłku zjeść śniadanie.

Następnego dnia pogoda nam dopisała i pojechałyśmy do wcześniej zarezerwowanego CAMP SPA. To nietuzinkowe SPA w lesie! Można się relaksować i poddawać zabiegom w otoczeniu natury. Psy mile widziane 🙂 Dlatego też wszędzie towarzyszył mi Noaś. Więcej o tym miejscu możecie przeczytać tutaj. Serdecznie polecam, pewnie w przyszłym sezonie ponieważ jest ono otwarte od maja do września.

campsa3

Warmia mnie zachwyciała: swoją naturalnością, dzikością i magią ukrytą w przyrodzie. Nie ma nic wspólnego z zatłoczonymi kurortami. Slow Life pełną gębą. Jest tam mnóstwo gospodarstw, które specjalizują się w wyrobach z rodzimych dóbr. Lawendowe pole, Różane Wzgórza, Kwaśne Jabłko – to tylko niektóre z nich. Jeśli macie ochotę poczytać o ludziach, którzy tam mieszkają i co ich sprowadziło w to miejsce polecam artykuł z Wysokich Obcasów.

Warmia ( a może i Mazury 😉 została odczarowana i z przyjemnością tam wrócę. W weekend 30-2 października odbywa się tam festiwal Sztuka w Obejściu to dobra okazja by odwiedzić to miejsce. Polecam!

PS: Pająków nie było, ale za to jakie kleszcze! Zabezpieczenie przeciwkleszczowe obowiązkowe!

 


Czytaj więcej