Sylwester z psem – Miedzygórze

2018 rok przywitaliśmy w Międzygórzu – małej, urokliwej ale jakby zapomnianej mieścince w Kotlinie Kłodzkiej. Od Warszawy dzieli ją 4,5 h z zegarkiem w ręku, była to przyjemna przejażdżka po wojażach do Kołobrzegu. To już czwarty Sylwester w życiu Noaśka. Pierwszy przeżywał dość spokojnie, ale w ostatnim roku pojawiła się u Noasia jakby większa wrażliwość na hałasy, więc tym razem chcieliśmy gdzieś wyjechać. Skrycie marzyłam sobie, że może na odludziu nie będą strzelać i na większym luzie wejdziemy w Nowy Rok, a jak było to napiszę w dalszej części wpisu.

Miejscówka

Zatrzymaliśmy się w pięknym pensjonacie o wdzięcznej nazwie Willa Pepita i Titina. Pensjonat składa się z dwóch willi Titiny (tu nocowaliśmy) i Pepity (w tej willi są posiłki) położonych tuż obok siebie. Obie są bardzo urokliwe i najlepiej sprawdzić na stronie www dostępne pokoje i wybrać taki, który najbardziej Wam pasuje.

Willa Titina – źródło zdjęcia www.villapepita.pl

Willa Pepita – źródło zdjęcia www.villapepita.pl

Wille akceptują zwierzęta i pobierają opłatę 30 zł za dobę. Nie jest to mało, ale stwierdziłam, że z uwagi na wyjazd Sylwestrowy mogę zaszaleć 😉  BTW ostatnio rezerwowałam pobyt gdzieś pod Warszawą i na hasło przyjedziemy z psem uzyskałam odpowiedź – opłata za psa 100 zł za jedną dobę ??? Oczywiście zrezygnowałam, a psiolubność tego miejsca poddaję szerokiej wątpliwości. Tak więc 30 zł dopłatę za pobyt w miłych warunkach uważam za akceptowalną.

Klimatyczne wnętrza – Willa Titina

willa-titina-miedzygorze

Klimatyczne wnętrza cd.

Wracając do Międzygórza 🙂 Jak sama nazwa wskazuje miasteczko położone jest między wzgórzami, co daje wrażenie otulenia i kameralności. Międzygórze składa się z jednej głównej ulicy wzdłuż której płynie strumień i rozciągają się malownicze pensjonaty. Część z nich wygląda na opuszczone, a część całkiem nieźle działa.

Willa Millennium

Po drugiej stronie strumienia rozciąga się Śnieżnicki Park Krajobrazowy, a tuż za Międzygórzem rozpoczyna się kilka szlaków turystycznych, w tym droga na Śnieżnik, o którym pisał np. Bohun pies.

Noaś dogsplorer 🙂

Nasz pobyt był dość krótki, bo spędziliśmy tam tylko 3 doby, ale i tak każdy spacer to była przyjemność i oderwanie się od warszawskich realiów. Udało nam się zwiedzić wodospad Wilczki, do którego można dojść w 15 minut spacerkiem, właściwie z każdego miejsca w Międzygórzu.

Wodospad Wilczki

 Sylwester – marzenia a rzeczywistość

Na wieczór Sylwestrowy mieliśmy wykupioną kolację w naszym pensjonacie. I tuż przed 20 rozległy się pierwsze wystrzały. Nowe miejsce, inna akustyka i Noaś wpadł w popłoch 🙁 Tak więc szybko zrewidowaliśmy nasze plany na ten wieczór, w dużym pośpiechu zjedliśmy kolację i… wróciliśmy do pokoju by wspierać Bobka. Około 24 oczywiście nie obyło się bez strzelaniny, a mały znów dość mocno to przeżył 🙁 Oszczędzę Wam zdjęcia Bobasa wtulonego w kocyk i nasze nogi.

Tak czy inaczej nasz pobyt uważamy za bardzo udany. Piękne widoki, cisza, spokój, smaczna kuchnia i mało ludzi <3 – na pewno jeszcze kiedyś wrócimy do Międzygórza. A jeśli znacie miejsca na Sylwestra gdzie nie ma żywego ducha i nikt nie odpala fajerwerków, to dajcie znać w komentarzach 😉

Szczęśliwego Nowego Roku☺️#psiamatka

Post udostępniony przez Psiamatka (@psiamatka)

Czytaj więcej

Psi raj – wczasy z psem w Kołobrzegu

Są takie miejsca na ziemi, do których chce się wracać. Nie raz, nie dwa, ale ciągle. A gdy się tam nie jest, myśli się i planuje grafik tak, by wrócić jak najszybciej. Takie miejsce znalazłam w Kołobrzegu, gdzie do morza blisko, a i tłumów brak. Taki mały raj dla mnie i mojego psa.

Nim w moim życiu pojawił się Noaś, na wszystkie urlopy wyjeżdżałam za granicę do „ciepłych krajów”. Wśród wielu powodów były te prozaiczne: urlopy w roku ma się dwa i chciałam mieć gwarantowaną pogodę. Jestem typem, który woli morze od gór oraz leniwe czytanie książek od zwiedzania czy wspinaczki. Jak już zapewne wiecie decyzja o Noaśku należała do tych emocjonalnych, więc nie myślałam „jak to będzie z wakacjami” a życie pokazało, że nie chcę się z nim rozstawać gdy wyjeżdżam na urlop. I tak najprostszy urlop na jaki możemy pojechać razem, to polskie morze.

Pierwszy raz wybraliśmy się tam gdy Noaś miał 7 miesięcy. Przypadkiem wybrałam małą miejscowość Gąski w województwie zachodniopomorskim i gdy zobaczyłam tamtejsze plaże to się zakochałam 😀 Zachodnioporskie przez Warszawiaków jest niedoceniane, bo jedzie się tam dość długo. Do Kołobrzegu, autem to wyprawa ok 6,5 h. Pociągiem bez przesiadki 6 h 16 min. Ale popatrzcie na te fotki, naprawdę warto 🙂

nasza plaża w Kołobrzegu jeszcze mało zielona bo po za sezonem

a tak wygląda plaża w pobliskim Trzesaczu, na początku sezonu, czerwiec 2017

Plaża w Ustroniu Morskim na filmiku poniżej też niczego sobie:

Wild shiba 😀 #psiamatka #shibainu #wakacjezpsem #urlopik #psieharce

Post udostępniony przez Psiamatka (@psiamatka)

Jak sami widzicie plaże w zachodniopomorskim należą do tych szerokich i niespecjalnie zatłoczonych (w sezonie na głównych plażach oczywiście są ludzie, ale śmiem twierdzić, że zawsze jest ich trochę mniej niż chociażby w Trójmieście). Niekwestionowanym plusem i gwarantem swobodnych spacerów są psie plaże, które w Kołobrzegu są dwie:

  1. Plaża dla psów Podczele Kołobrzeg ok. 800 m na wschód od ul. Brzeska, 78-106 Kołobrzeg, współrzędne 54.200358, 15.671375    
  2. Plaża dla psów Radzikowo Kołobrzeg, wejście na plażę przy przedłużeniu ul. Plażowej, współrzędne: 54.1725, 15.516469

Tak wygląda wejście na Strefę Zwierząt od strony Radzikowa

A to już na plaży 🙂

#plażadlapsów @droonka 😊🐾

Post udostępniony przez Psiamatka (@psiamatka)

Droga do plaży biegnie przez lasek, więc najpierw robimy spacer higieniczny a potem drepczmy wzdłuż morza. Sama plaża niczym się nie różni od tej tradycyjnej –  jest czysta, szeroka, miejscami zacieniona, pieski mogą na niej szaleć do woli, choć zgodnie z regulaminem powinny być na smyczy (pod kontrolą opiekuna). Dodatkowo mamy na niej podajniki z woreczkami oraz kubełki na psie odchody. 

Uwielbiam poranki na plaży, zawsze po spacerze sobie nieśpiesznie czilujemy i wchłaniamy jod 😉

#mydogismysoulmate #shibainu #psiamatka #naplaży #psiaplaża 💖😊#rottlove

Post udostępniony przez Psiamatka (@psiamatka)

Na mapce wygląda to mniej więcej tak:

Psia Plaża, Sklep Zoologiczny – Kołobrzeg

Na mapce zaznaczyłam też największy w Kołobrzegu (i tak naprawdę jaki w życiu widziałam) sklep zoologiczny sprytnie ukryty w Centrum Ogrodniczym Żulicki. Wybraliśmy się tam, gdy wyjazd nam się przedłużył i musiałam zakupić dodatkową karmę. Czego tam nie ma 😀 Jak będziecie w Kołobrzegu to szczerze polecam wybrać się w odwiedziny.

Nocleg

Noclegów w Kołobrzegu jest mnóstwo, i nawet goście z psami nie powinni mieć problemu. Odkąd mamy dostęp do prywatnego mieszkania nie szukam już innych opcji. Ale zrobiłam mały research i najbliżej zejścia na psią plażę w Radzikowie jest Baltic Plaza, który akceptuje pobyt z psem. Jest to niestety dość drogie miejsce (za psa się dodatkowo płaci), i jeśli chcecie mieć po prostu blisko do plaży i względny komfort to najlepiej poszukać kwater prywatnych, których jest naprawdę sporo wzdłuż ulicy Klonowej. Wystarczy wejść na Google Maps i powybierać.

Gdzie zjeść, co zobaczyć?

Na jedzenie zazwyczaj chodzimy bez psa, ale w wielu miejscach w Kołobrzegu, pieski są mile widziane. Mam wrażenie, że Kołobrzeg jest przyzwyczajony do turystów z psami i nie jest to żadne „widzimisię”. Jednym z takich miejsc jest Mocca Bar tuż przy porcie. Obowiązkowo wpadnijcie na rybkę do Rewińskich – kultowa smażalnia ryb z widokiem na morze (tutaj niestety nie wejdziemy z psem). Atrakcją w samym Kołobrzegu jest nowo otwarte molo, które wieczorem jest przyjemnie podświetlone. Niedaleko od Kołobrzegu, znajduje się Dźwirzyno gdzie bardzo smacznie zjecie w MESA Grill Restaurant Cafe. Wybierzcie się też na wycieczkę do Trzęsacza, gdzie są stare ruiny Kościółka a plaża jest zjawiskowa <3

To co, widzimy się w Kołobrzegu? 😉

Podobał Ci się ten wpis? Zostaw komentarz, zapisz się do newslettera, albo zajrzyj do naszego butiku 🙂

Czytaj więcej

Zamkowa15 – Kraków z psem

W pierwszy weekend stycznia mieliśmy zaplanowany wyjazd do Krakowa. Dzienniki na przemian donosiły o ekstremalnych mrozach oraz szkodliwym stężeniu smogu. Jak zwykle martwiłam się o drogę, komfort Noaśka i wiele innych rzeczy 😉 Gdyby nie służbowość wyjazdu, pewnie bym zrezygnowała z podróży. Wiedziałam też, że będziemy nocować w Apartamentach Zamkowa 15, które znałam ze swojego wcześniejszego pobytu w Krakowie to także częściowo łagodziło moje obawy.

Pierwszy raz trafiłam na Zamkową 15 dwa lata temu, kiedy szukałam psiolubnego miejsca, które będzie bardzo blisko Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha, gdzie miałam zaplanowane spotkania. Wtedy jeszcze dość niechętnie zostawiałam Noaśka samego w pokojach hotelowych, więc wszelkie podróże planowałam z mapą Google 😀 Tak aby maksymalnie szybko wracać do niego, po zwiedzaniu i innych aktywnościach. Apartamenty już wtedy okazały się idealnym wyborem. Przede wszystkim dlatego, że to kameralna kamienica z 10 samodzielnymi mieszkankami. Są one w pełni wyposażone, urządzone w nowoczesny ale jednocześnie przytulny sposób.  W jakimś wymiarze przypominają nasze lokum, w związku z tym Noaś może się tam naprawdę poczuć jak w domu i nie stresować nadmierną akustyką czy mnogością zapachów. Zapewniają też intymność – recepcja jest czynna między 8:00 a 12:30, a po za tym czasem oprócz gości w apartamentach nie ma nikogo innego.

Dla zmotoryzowanych – parkowanie odbywa się przy ulicy i jest płatne wg stawki parkomatu.

Tym razem wybraliśmy Studio De Luxe, które oprócz dobrze wyposażonego kącika kuchennego, ma salono-sypialnię z dwoma fotelami i wygodnym podwójnym łóżkiem. Całość w miłych, jasnych kolorach, przełamana turkusem.

Apartament De Luxe - photo: Zamkowa15

Apartament De Luxe – photo: Zamkowa15

Po podróży Noaś od razu zajął strategiczne miejsce… 😉

…które do końca wyjazdu było jego ulubionym 🙂

 

Prawie jak w budzie 😉

Oprócz niewątpliwego uroku wystroju wnętrz apartamentów, położenie Zamkowej15 jest również bardzo dogodne.

„Znajduje się zaledwie 15 minut pieszo od Rynku Głównego oraz historycznej żydowskiej dzielnicy Kazimierz, a od Zamku Królewskiego na Wawelu dzieli ją krótki spacer brzegiem Wisły z malowniczym widokiem.”

Codziennie robiliśmy spacery wzdłuż Wisły, pomimo mrozu i smogu było pięknie, a dodatkowo całkiem pusto. Oprócz jednego wieczornego wypadu na Rynek nie zapuszczaliśmy się nigdzie dalej, bo było minus naście stopni.

Bulwary Wiślane – Kraków

Na spacerach mieliśmy piękny widok na Wawel.

Tuż obok Zamkowej znalazłam ciekawy muralek z psim motywem.

😃🐾 #mural #shiba #krakow #psiamatka 💖❄️

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Psiamatka (@psiamatka)

Jak zwykle stołowaliśmy się „na mieście”. Tuż obok Apartamentów na Zamkowej 1 znajduje się wietnamska restauracja Hoang-Hai. Po drugiej stronie ulicy przepyszna Pizzeria Garden i odrobinę dalej, w głąb ulicy Madalińskiego kuchnia 5 przemian Zuppito, gdzie można przyjść z psem. Śniadania jedliśmy w apartamencie. W kąciku kuchennym jest wszystko co potrzebne: ekspres do kawy na kapsułki (na starcie dostajemy dwie kapsułki), toster, mikrofalówka, płyta dwupalnikowa oraz cały zestaw sztućców, talerzy i kubków. Pomimo totalnych mrozów w Apartamentach było cieplutko.

Jeśli tylko wybieracie się do Krakowa i cenicie wysoki komfort usług za nie wygórowaną cenę, polecam Apartamenty Zamkowa15 z czystym sumieniem, Noaś również 😉

Chwilę przed naszym wyjazdem Noaś, ani myślał ruszyć się z wyrka :3

Pobyt pieska jest dodatkowo płatny (20 zł za cały pobyt 😀 ).

Wpis powstał we współpracy z Zamkowa15.

Czytaj więcej

Warmia – weekend z psem

To nie będzie tylko wpis o fajnym wyjeździe z psem, to będzie również wpis o odczarowaniu miejsca i lęków dzieciństwa z nim związanych. Jesteście ciekawi? To zapraszam do lektury 🙂

Na Mazurach spędziłam połowę mojego dzieciństwa. Co wakacje wyjeżdżałam do babci, na 3-4 tygodnie, czasem prawie dwa miesiące. O ile u samej babci nie było tak źle, o tyle w ośrodku wczasowym do którego regularnie jeździliśmy było koszmarnie 😉 Uroczo położony, w środku lasu, nad samym jeziorem miał swoje wady: domki były z dykty, pachniały zgnilizną, w środku było mnóstwo pająków i wszelkich innych owadów… Nocą robiło się tam naprawdę ciemno i straszno. I jako małe dziecko naprawdę się bałam tych wieczorów i nocy oraz tych wszędobylskich pająków. Jak większość lęków dzieciństwa, prawdopodobnie i mój nie był dość dobrze wyartykułowany, ale na dziś dzień stwierdzam także, że mógł być po prostu bagatelizowany. Bo co tam, że ciemno, zimno, pająki i bez mamy? Jesteśmy na Mazurach i ma być fajnie! Dlatego też, gdy usłyszałam, że na wypad weekendowy – NIESPODZIANKA organizowany specjalnie dla mnie jedziemy w tamte rejony pomyślałam sobie krótko ” O nie ! ” 🙁 Naprawdę były momenty, że chciałam odwołać ten wyjazd. Ale wiedziałam, że jadę w doborowym towarzystwie pięciu fajnych babek i stwierdziłam, że kiedyś muszę zmierzyć się z mrocznymi duchami dzieciństwa. I tak jadąc w nieznane spodziewałam się najgorszego. Na dobrze znanej trasie wyjazdowej z Warszawy, w którymś momencie skręciłyśmy i wtedy okazało się, że jednak nie Mazury tylko Warmia i może trochę odetchnęłam. Ale gdzieś w mojej głowie Mazury zawsze były łączone z Warmią i nie dokońca je odróżniałam.


Na miejsce dojechałyśmy po zmroku. Wszędzie było głucho, ciemno, a my gnałśmy przez jakieś pole do domu, którego tak naprawdę nie mogłam zobaczyć bo nic nie było widać 😉 Zaczęły się moje lęki 😀 dodatkowo Noasiek nie wysikany, nic tylko uciekać 😉 Na szczęście w domu, czekała na mnie moja siostra, kominek/koza był rozpalony, wysikałam Noaśka, otworzyłam piwo i stwierdziłam, że muszę przeżyć do rana, bo nic już w tym szczerym polu nie wymyślę. Dom do którego zostałam przywieziona ma 100 lat i nazywa się Butterfly Factory. Ogromna salono-jadalnia podobno przypomina wnętrza Nienawistnej Osemki – Tarantino. Ja bym je nazwała stylowym. Reszta pomieszczeń jest dość minimalistyczna ( w sumie to 4 sypialnie, dwie z nich z łóżkami małżeńskimi) łazienka i wnęka kuchenna. W domu czuje się atmosferę starego miejsca i tego, że czas się zatrzymał. Nie jest to może mój ulubiony styl wnętrzarski, ale naprawdę nie można odmówić mu uroku i tego czegoś. Przez ogromne okna widać pola i otaczające lasy. Jest CICHO, latają motyle a o poranku są ogromne mgły i rosa. Jeśli, ktoś ma ochotę zapomnieć o całym świecie to jest to miejsce idealne do tego.


butterfly

butterfly_factory

źródło zdjęcia: www.naszekwatery.pl

 

Następnego dnia obudziłam się skoro świt i zrobiłam długaśny spacer po polach i łąkach w porannej rosie (kalosze obowiązkowo!). A po spacerze usiadłam z kawą na jednym z dwóch ganków należących do domu i zaczęłam odpoczywać 🙂 Noaś o dziwo czuł się tam dobrze, choć nie jest o koneserem starych domów, więc zadecydowałam, że zostaję i zobaczę co będzie dalej.

dom2

W domu jest fajnie wyposażona kuchnia oraz grill, ale do najbliższego sklepu jest dość daleko, więc najlepiej przyjechać zaopatrzonym w podstawowe produkty (tak jak i zrobiły moje współtowarzyszki) by bez zbędnego wysiłku zjeść śniadanie.

Następnego dnia pogoda nam dopisała i pojechałyśmy do wcześniej zarezerwowanego CAMP SPA. To nietuzinkowe SPA w lesie! Można się relaksować i poddawać zabiegom w otoczeniu natury. Psy mile widziane 🙂 Dlatego też wszędzie towarzyszył mi Noaś. Więcej o tym miejscu możecie przeczytać tutaj. Serdecznie polecam, pewnie w przyszłym sezonie ponieważ jest ono otwarte od maja do września.

campsa3

Warmia mnie zachwyciała: swoją naturalnością, dzikością i magią ukrytą w przyrodzie. Nie ma nic wspólnego z zatłoczonymi kurortami. Slow Life pełną gębą. Jest tam mnóstwo gospodarstw, które specjalizują się w wyrobach z rodzimych dóbr. Lawendowe pole, Różane Wzgórza, Kwaśne Jabłko – to tylko niektóre z nich. Jeśli macie ochotę poczytać o ludziach, którzy tam mieszkają i co ich sprowadziło w to miejsce polecam artykuł z Wysokich Obcasów.

Warmia ( a może i Mazury 😉 została odczarowana i z przyjemnością tam wrócę. W weekend 30-2 października odbywa się tam festiwal Sztuka w Obejściu to dobra okazja by odwiedzić to miejsce. Polecam!

PS: Pająków nie było, ale za to jakie kleszcze! Zabezpieczenie przeciwkleszczowe obowiązkowe!

 


Czytaj więcej

Wilcza Ostoja – psiolubne miejsce z duszą

Ten wpis, otwiera nowy cykl na blogu Psiamatka.pl, w którym będę opisywać wyjątkowe psiolubne miejsca,  do których można się wybrać na urlop. Od prawie trzech lat podróżuję po Polsce razem z psem i zawsze zwracam uwagę na to aby wypoczynek zapowiadał się dobrze nie tylko dla mnie, ale także dla mojego psiaka. Wybieram miejsca, które estetycznie trafiają w mój gust biorąc pod uwagę udogodnienia dla piesków (możliwość zrobienia fajnego spaceru, odpowiednia przestrzeń w pomieszczeniu gdzie psiak będzie przebywał, sposobność zabrania psa ze sobą na posiłek – to tylko kilka z kryteriów, którymi się kieruję).

Wilczą Ostoję znalazłam zupełnie przypadkiem, nie jest to miejsce, które szczególnie się reklamuje. Wilcza Ostoja to domek w stylu skandynawskim na Pojezierzu Drawskim, tuż obok jeziora Siecino. Położony jest na dużym, ogrodzonym i zalesionym terenie. Na zdjęciach Wilcza Ostoja prezentowała się wspaniale, ale dopiero „na żywo” można poczuć wyjątkową atmosferę tego miejsca, na którą składają się dbałości o detale i naturalne piękno otaczającej przyrody.

wilcza_ostoja_8wilcza_ostoja_5

 

 

 

 

 

 

 

 

psiamatka-wilcza ostoja

„Na jej magiczną przestrzeń składają się piękne miejsca,otoczone zielonymi lasami, czystymi jeziorami i rzekami oraz rozległymi łąkami. Nie znajdziecie tu hałasu i wielkomiejskiego zgiełku… Codzienność wypełniona jest ciszą i spokojem, które udzielają się każdemu przybyszowi. Bliskość natury oraz wyjątkowo sielska atmosfera sprawiają, że można zapomnieć tu o problemach dnia codziennego, odprężyć się i oddać błogiemu wypoczynkowi.”

 

I tak jest w istocie. Choć byliśmy tam tylko na weekend, długo je wspominałam: leniwe poranki urozmaicone dźwiękami żurawi z pobliskiego jeziora, śniadania na świeżym powietrzu (jakoś tak jest, że jedzenie pod chmurką smakuje bardziej) i co najważniejsze bezpieczną swobodę dla mojego psa, który mógł hasać po ogrodzonym terenie i tarzać się w pobliskich łąkach.


Wnętrza

Dom składa się z przestronnego salonu z jadalnią i kącikiem kanapowym, sypialni z podwójnym łóżkiem (materac jest wygodny i nie rozdzielony)  oraz przedpokoju i łazienki z oknem ♥. Wokół domku rozpościera się 60 metrowy częściowo zadaszony taras, wykończony deską o przyjemnej fakturze, na którym można: przesiadywać, opalać się, grać w karty, pić wino i co tylko dusza zapragnie – wszystko w przyjemnym kontakcie z otaczającą naturą. Jest to idealne rozwiązanie dla mieszczucha, który lubi mieć dostęp do kuchni i łazienki na wyciągnięcie ręki, a jednocześnie może z przyjmnością spędzać czas na świeżym powietrzu. Konstrukcja domu jest dokładnie przemyślana i każda jego część zaadaptowana tak by w pełni umilić czas jego gościom. Nie można zapomnieć o niesamowitej antresoli z okrągłym oknem, gdzie można spać albo czytać książkę – być razem i osobno z innymi domownikami. Wilcza Ostoja pomieści do 6 osób – jest to idealne miejsce noclegowe zarówno dla par, jak i małej grupki znajomych. Właściciele Wilczej zadbali, o umilenie pobytu w domu jego wyposażeniem, mamy tu: ekspres do kawy z prawdziwego zdarzenia, grill, hamak, leżaki, wi-fi, odtwarzacz dvd z filmami do wyboru, mini biblioteczkę oraz zmywarkę 😉 Kuchnia jest w pełni funkcjonalna, tak więc z przyjmnością można w niej pichcić wyglądając przez okno z widokiem na drzewa 🙂 Duże okna pozwalające na kontakt z otoczeniem to kolejny plus przestrzeni. Pomyślano także o pieskach, które mają swój koszyk/legowisko, a od naszego pobytu wyścielone zostało psią matką.

wilcza_ostoja_3 wilcza_ostoja_7

 

 

 

 

 

 

 

13938104_1062569740457762_623123085499914761_o

„Wnętrze domu jest naprawdę wyjątkowe. Inspiracją do jego wystroju była postać Wilczycy. Dodatki o tematyce wilczej spotkać można na każdym kroku. (…) Cały dom wypełniony jest naturalnością i przytulną aurą.”

Wilcze elementy, spójność i konsekwencja w urzędzeniu domu niewątpliwie dodają mu nieodpartego uroku. Co tu dużo mówić – nie ma drugiego takiego miejsca. A aura i energia w domu (i wokół domu) jest rzeczywiście dobra, zdrowa – w takich miejscach można naprawdę wypocząć. Bez zbędnych spojrzeń sąsiadów (w okolicy jest tylko jeden dom), głośnych dźwięków miasta można na chwilę zanurzyć się w sobie i naturze.

Długo zastanawiałam się co jest głównym czynnikiem, który powoduje, że w Ostoi człowiek się tak dobrze czuje i doszłam do wniosku, że urządzenie domu z sercem i dbałością + piękno przyrody wokół jest kompilacją, która pozytywnie odziaływuje na gości domu. Z całą pewnością jest to miejsce z duszą, które dba o swoich gości. Wystrój wnętrza jest na tyle inspirujący, że zaczęłam myśleć jak mogę zaaranżować moje mieszkanie by czuć się w nim tak dobrze jak Wilczej Ostoi (sic!). Jaki wybrać motyw przewodni? Jakie dodatki kupić, może w końcu zazielenić taras ? – na co ciągle nie mam czasu…  takie pytanie zrodziły się w mojej głowie po pobycie.


Z psiej perspektywy

Jak już zapewne zdążyliście zauważyć miejsce mi się spodobało. A co o nim myśli Noaś?

Po krókim zapoznaniu się z terenem, Noaś został przepięty na 15 metrową linkę, która ciągnęła się za nim gdy on eksplorował 10000 metrów² terenu. I jakie było moje zdziwienie gdy okazało się, że piesek wcale nie probuje natychmiast uciec z działki, tylko trzyma się blisko, jest w zasięgu wzroku i wraca na zawałanie. Miałam okazję przekonać się, że Noaś to mamisynek i pies podwórkowy 😉   Większość dni spędzał spokojnie na zewnątrz – wylegując się na tarasie. Tak duży prywatny teren daje ogromne możliwości fajnej zabawy z psem, z czego korzystaliśmy. Uwielbiam patrzeć jak Noasiek lata jak dziki i nie bać się, że wpadnie pod samochód. Myślę, że te przyjemne warunki dla Noaśka również wpłynęły na mój stan ducha i wypoczęcia. Absolutnie marzymy o takim tarasie w naszym przyszłym domu 😉 Na spacery higieniczne wychodziliśmy na przechadzki dwa razy dziennie i przy okazji zwiedziliśmy okolicę.

wilcza_ostoja_11 wilcza_ostoja_psiamatka

Jak dojechać?

Najłatwiej do Wilczej Ostoi dojechać samochodem. Z Warszawy jest to około 5,5 h drogi – nie jest to krótka przejażdżka, ale warta odbycia. Trasa jest przyjemna i znaczną jej część pokonuje się autostradami. Dokładna mapka jak dojechać i trafić pod drzwi Dobrosława 7 znajduje się na stronie klik (zjedź paskiem w dół). Biorąc pod uwagę, że Wilczą Ostoję od Kołobrzegu dzieli jedynie godzina drogi – wypad w to urocze miejsce można połączyć z wyjazdem nad morze – tak jak i my zrobiliśmy.

Atrakcje

Głównymi atrakcjami, które czekają na Pojezierzu Drawskim jest piękna przyroda i spokój. Nie znajdziecie tu (przynajmniej w najbliższej okolicy) lunaparku ani klubów, ale raczej nie o to chodzi. Długie spacery, spływ kajakowy, bujanie się na hamaku, opalanie na tarasie, wysypianie się w ciszy i ciemności (daleko od świateł miasta), kąpiel w jeziorze to bonusy, które są dostępne dla gości Wilczej Ostoi. Moją osobistą „atrakcją” była kąpiel przy świecach w pięknie urządzonej łazience. Chwila relaksu w ciepłej wodzie – bezcenna 😀 W Wilczej Ostoi czas biegnie wolniej, a małe rzeczy cieszą bardziej i można je celebrować z uwagą.

Niedaleki dystans od Kołobrzegu, pozwala na np. jednodniową wycieczkę nad morze. Z uwagi na krótki pobyt wybraliśmy spacery po okolicy i odpoczynek na terenie Wilczej Ostoi. Ale jeśli będziemy tam jeszcze raz, to z wielką ochotą odwiedzę:

„Największą w Polsce hodowlę jeleniowatych, która znajduje się w Jeleniewie tuż za Ostrowicami. Widok, który tam zastaniecie jest naprawdę niezwykły: setki przechadzających się danieli, łań, jeleni . Szczególnie polecamy obserwację latem, najlepiej późnym popołudniem, gdy ciepło-żółte światło ściele się po polach.”


Last but not least

Właścicielami Wilczej Ostoi jest małżeństwo – Kasia i Mariusz Koseccy, których mieliśmy przyjemność poznać. Prywatnie są opiekunami czterech psów, w tym trzech adopcyjniaków! To oni przywożą i odbierają klucze, a także dbają o wysoki standard w domu. (Do tej pory nie wspomniałam, że w domku jest czyściutko, mamy do dyspozycji świeżą pościel i ręczniki.) Kasia była pomysłodawczynią wystroju wnętrzna i z całą pewnością jej się udało. Bez względu na to czy ktoś lubi wilki czy nie (kto nie lubi wilków ? ;>)  będzie oczarowany tym miejscem. My byliśmy i na pewno tam wrócimy!

wilcza_ostoja_4wilcza_ostoja_1

 

 

 

 

 

 

 

 

 

*Cytaty pochodzą ze strony www.wilczaostoja.pl

Chcesz, żeby Psiamatka odwiedziła Twoje psiolubne miejsce i napisała o nim na blogu? Zapraszam do kontaktu -> kontakt@psiamatka.pl

Czytaj więcej