Dieta psa – słów kilka o tym co je Noaś

Jakiś czas temu taki mem krążył po Internecie:

I tu właściwie wpis o diecie psa mógłby się zakończyć 😀 Pies jest mięsożercą to fakt zbadany. Zaczynając swoją przygodę z żywieniem Noaśka, znałam podstawowe informacje: są karmy dla psów – suche i mokre, marketowe karmy dla psów są be, pies nie powinien jeść czekolady… 😉 Kiedy 8 tygodniowy szczeniak przybył do mojego domu, zaopatrzyłam się w paczkę karmy polecaną przez hodowcę i nie myślałam za dużo. Już dwa dni później okazało się, że mały ma zapalenie pęcherza, niewydolność nerek zawisła nad nami (słowa weterynarza) i absolutnie mamy trzymać ścisłą dietę. Czyli mam gotować małemu kurczaka, ryż, marchewkę i podawać cztery razy dziennie porcję posiłku, a najlepiej jak za każdym razem będzie przygotowane na świeżo. O matko boska! Tak więc na 4 tygodnie zamieniłam się w pełnoetatową mamę szczeniaka, która gotowała małemu. Po miesiącu okazało się, że shiba zdrowa jak ryba i możemy wrócić do karmy. Raz na jakiś czas i tak przygotowywałam jedzenie Noasiowi, bo przez te 4 tygodnie wyrobił mi się nawyk by piesek jadł coś naprawdę zdrowego i smacznego. Zaczęłam też czytać składy karm i moją uwagę przykuły te bezzbożowe, które dla psiego przewodu pokarmowego są najbardziej korzystne.

Alergie

W toku naszego żywienia zaczęłam zauważać pewne nietolerancje u mojego psiaka, które objawiały się brzydkimi kupkami 😉 Noaś jest uczulony na drób i tłuszcz drobiowy. Ta alergia jest o tyle ciekawa, że na początku nie było problemu z jedzeniem kurczaka (przecież namiętnie gotowałam mu go przez 4 tygodnie), ale z biegiem czasu po każdej nawet najmniejszej ilości kurczaka, były problemy z luźnymi kupami na biegunce kończąc.

Jakie karmy jemy?

Odkąd Noaś skończył pół roku jadł suchą karmę Orijena. Karma ta ma jeden z lepszych składów na rynku. Była przez niego dobrze przyswajana i jedzona ze smakiem. Kiedy Noaś skończył 3 lata zaczęłam szukać alternatywy dla dotychczasowej suchej karmy  i trafiłam na Belcando. Karmę tej firmy opisała Basia z Wymarzonego Psa. Pojawiła się możliwość zamówienia próbek – skorzystaliśmy i teraz od kilku miesięcy Noaś je wyłącznie Finest GF Salamon – suchą karmę z drobnymi chrupkami, którego głównym składnikiem białka zwierzęcego jest łosoś. Dla większych psów polecam Adult GF Ocean, która ma zbliżony skład, ale większe granulki. Po tej karmie, nie mamy problemu z kupkami, alergiami itp. Noaś je ją chętnie i dopomina się o dokładkę 🙂 Na razie zostaniemy przy tej karmię, bo wprowadzanie każdej nowej napawa mnie ogromnym stresem, serio 😉 Nie lubię ryzykować w kwestiach żywieniowych mojego psa.

dokładny skład karmy Finest GF Salamon 🙂

Jak przechowuję jedzenie dla psa?

Noaś ma swoją osobistą szafeczkę w kuchni! To właśnie tam przechowuję worki z karmą, miski domowe i podróżne, smaczki, oraz inne jego akcesoria. Worek karmy, który aktualnie spożywa przesypuję do niedużego szczelnie zamykanego pojemnika. Przechowywanie psiej karmy, szczególnie tej suchej, jest o tyle istotne, że w takiej karmie bardzo szybko rozwijają się grzyby i roztocza. To właśnie one mogą być odpowiedzialne za powstawanie alergii u psów. Taką informację dostałam na jednej z ostatnich wizyt u weterynarza i zaintrygowała mnie, bo w zeszłym roku mieliśmy problem z infekcją (na tle alergicznym) ucha u Noaśka. Odstawiłam wówczas wszystkie smaczki i naprawdę kontrolowałam to co Noaś je, a z dzisiejszej perspektywy wnioskuję, że winą było zapewne źle przechowywane jedzenie, a nie klasyczna alergia pokarmowa na wybrany alergen. Znajoma weterynarz zdradziła nam sposoby, w jaki można zabezpieczyć karmę by nie dopuścić do rozwoju wspominanych roztoczy: a) należy kupować małe worki, które szybko (w przeciągu kilku dni) spożywamy b) porcjować karmę, wkładać do zamrażarki i wyjmować takie ilości, które pies zjada w 2-3 dni. Spróbowaliśmy obydwu sposobów i rzeczywiście się to u nas sprawdza. Problem z uchem ustąpił. Wspomniana karma Finest GF Salamon występuję w workach 1kg, które są dla nas idealne rozmiarowo. Szybko je zjadamy, a dodatkowo mieszczą się w szafeczce Noaśka. Świetnie się też spisują na kilkudniowe wyjazdy.

Szafka Noaśkowa 🙂

Smaczki, gryzaki i inne

Naturalną potrzebą psa jest żucie, to zachowanie wpisane jest w etogram psa.  Żucie relaksuje psa, wycisza jego emocje, ale także daje mu zajęcie gdy dzień nie jest szczególnie aktywny. Noaś uwielbia memłać kostki. Do tej pory przetestowaliśmy ich naprawdę sporo. Staram się wybierać te jednoskładnikowe, bez barwników czy innych ulepszaczy. Gdy był mały kupowałam Lukullus Gustico, potem jedliśmy naturalne gryzaki od Białego Kła. Aktualnie moją uwagę przykuły zupełnie nowe smaczki Samo Mięso, które są produkowane we współpracy z  Lubuskim Ośrodkiem Innowacji i Wdrożeń Agrotechnicznych. Noaś zajada je ze smakiem. Nie ma po nich rewolucji żołądkowych. A skład to samo mięso! Dla zdrowego psa, bez specjalnych wymagań dietetycznych są idealne. W sprzedaży są do wyboru ligawa wołowa plastry i paski, wątróbka, schab wieprzowy plastry i paski. My załapaliśmy się także na ozory i serducha <3

Smaczki Samo Mięso ligawa wołowa

smaczki samo mięso ligawa

Smaczki Samo Mięso schab w plastrach

smaczki samo mięso schab w plastrach

Czego pies nie powinien jeść?

Produkty, których pies absolutnie nie powinien jeść to: awokado, czekolada, winogrona, rodzynki, cukier, kawa, orzechy, cebula. Każde z nich działa w inny szkodliwy sposób na psi organizm, ale generalnie powinniśmy pamiętać, by pies nie miał do nich dostępu. Pies nie powinien też jeść ostrych i bardzo przyprawionych dań.

toxic food for dogs !!!

Na naszej subiektywnej liście produktów zakazanych są PARÓWKI, Noaś jeść parówek nie może, ani kawałeczka, ma po nich totalnie odmienne stany!

Nasze ekstrawagancje i grzeszki

Pomimo tego, że staram się być matką dbającą o dietę swojego pupila, zdarzają nam się wpadki. Sama uwielbiam pączki i słodkie bułki, dzień bez takowej jest dniem straconym. Jak myślicie co robi Noaś widząc jak matka wcina pączka? Oczywiście chce spróbować. I będąc zupełnie szczerą, niestety mu na to pozwalam. Oczywiście dostaje tyci, tyci, ale dostaje. Inne nasze grzeszki to okazjonalnie chipsy, paluszki i makaron 🙁 Noasiek dostaje też co smaczniejsze kąski z naszego stołu, gdy ja czegoś nie dojadam – pieczony tuńczyk, kasza, plaster kaczki a nawet kawałek sushi (bez awokado i surowej ryby!) trafia do jego miski.

to spojrzenie 😏😋 #sushi #shiba #wieczórzpsem #psiamatka ✨🐾

Post udostępniony przez Psiamatka (@psiamatka)

Wyzwania żywieniowe

Aktualnie naszym wyzwaniem związanym z żywieniem jest walka z kamieniem nazębnym. Noaś z racji wieku (3,5 roku) nie ma już idealnie białych ząbków. Wiem, że kamień na zębach jest powiązany z tym co pies je. Jeszcze nie zgłębiłam tematu, ale na pewno musimy coś zrobić z tym fantem. Albo zacząć szczotkować zęby, albo wymyślić jakiś inny sposób by ząbki były śnieżnobiałe. (Od razu zaznaczam, że nie jest tragicznie, ale zauważyłam nalot na zębach trzonowych, którego wcześniej nie było). Może Wy macie jakieś sprawdzone tipy? Nie mamy za to problemu z utrzymaniem wagi, właściwie od momentu osiągnięcia dojrzałości płciowej Noaś trzyma wagę, która od 2,5 lat wacha się w granicach 12,7-13 kg i prawdopodobnie jest to kwestia zmiany okrywy wiosna – zima 🙂 A jak wygląda dieta Waszego psa? Podzielcie się w komentarzach! 

smacznego ! 🙂

 

Wpis nie jest sponsorowany przez żadną z wymienionych firm, powstał przy współpracy z Belcando oraz Samo Mięso.

Czytaj więcej

Eko Pies

Od blisko 5 lat staram się żyć ekologicznie, oczywiście ‚staram się’, nie znaczy, że żyję tak w pełni, ale nie poddając ocenie moją ekologiczną egzystencję, myślę, że wielu opiekunów psów często staje przed dylematem: Czy mogę na rynku znaleźć produkty, preparaty dla psów, które będą zgodne z moim ekologicznym stylem życia? Ta potrzeba bierze się z dwóch powodów: czujemy się odpowiedzialni za psa, i niejako za jego wybory, a z drugiej strony, ciężko żyć w schizofrenicznej sytuacji, że sami kupujemy sobie zdrowe produkty, z atestami, a nasz pies dla przykładu odżywia się karmą pełną wypełniaczy i konserwantów. W związku z moim zmaganiami i dylematami w tym temacie, postanowiłam napisać mini przewodnik, który traktowałabym jako drogowskaz w ekologicznym życiu z psem. Temat absolutnie uważam za niewyczerpany, więc czekam na Wasze komentarze i opinie.

Eko spacer

Woreczki – to, że zbieramy kupy po naszym psie traktuję jako oczywistość, spotkałam się natomiast z opinia, że po co zbierać kupy jeśli i tak wrzuca się je w folie,  bo jeszcze bardziej zanieczyszczamy naszą planetę.  Na rynku są dostępne ekologiczne woreczki na psie kupy, zrobione ze specjalnej folii/tworzywa. My np. używamy PoopBags – Earth Rated. Można także używać, biodegradowalnych reklamóweczek, które zostają nam po zakupach w supermarkecie. Choć zgadzam się, że jeśli kupa jest zrobiona w totalnych zaroślach, albo nie da się jej zebrać (sic!) to może rzeczywiście lepiej ją zostawić by w naturalny sposób się rozłożyła i nie spowodujemy tym zagrożenia epidemiologicznego, o którym pisał Pies w Warszawie tutaj 😉

Smycz – jeśli woreczki to za mało, możemy się postarać o ekologiczną smyczkę, robioną z bawełny, konopi albo uwaga, uwaga z materiału otrzymanego z recyklingu, a nawet upcyklingu ! Takie smyczki ma np. w swojej ofercie Krebs Recycle, którzy tworzą smycze z lin wspinaczkowych, cały proces opisany jest na ich stronie. Większość dostępnych smyczy na polskim rynku to wytrzymałe smycze poliestrowe, ale kto szuka bardziej naturalnych odpowiedników na pewno znajdzie coś dla siebie, a raczej swojego psa 😉

Earthdog-solid-leashes

smycze z konopii – Earthdog

KrebsrecycleRuby_Product_Large

smycze z lin – KrebsRecycle

Zabezpieczenie przed kleszczami – od ponad roku używamy wyłącznie naturalnych preparatów do ochrony Noasia przed kleszczami. Zanim o nich napiszę, opowiem w kilku słowach historię jak w ogóle na nie trafiłam. Gdy Noaś był mały, 2-3 razy był zabezpieczany specjalnymi kropelkami u weterynarza i nawet do głowy mi nie przyszło, żeby sprawdzić co to właściwie jest. Byłam święcie przekonana, że skoro weterynarz proponuje jakiś produkt to on po prostu jest ok. Kolejnym razem wzięliśmy kropelki do domu i zaaplikowałam je samodzielnie tuż przed spacerem. Wróciliśmy do domu po 1,5 h i wszystko byłoby ok, gdyby nie popalony parkiet ( a dokładnie lakier na parkiecie). Było lato, słońce wpadało do pokoju dość intensywnie i w pierwszej chwili byłam przekonana, że to słońce wypaliło lakier (sic!) dopiero potem dotarło do mnie, że to antykleszczowy specyfik. Tuż po aplikacji Noaś się otrzepał i miliony mini kropelek załatwiło mi cyklinowanie podłogi 🙁 Zaczęłam zgłębiać temat i dopiero na zagranicznych stronach znalazłam informację, że chemiczne preparaty antykleszczowe są to zazwyczaj zwykłe pestycydy, wysoko toksyczne dla organizmów także psich! (przykładowy artykuł) Zaczęłam się zastanawiać dlaczego mam truć psa i szukałam alternatyw. Okazało się, że na rynku jest całkiem sporo preparatów naturalnych dla psów, przeciwko kleszczom i innych pasażerom na gapę. Zazwyczaj są one w postaci pianki, albo sprayu i mają w składzie olejki eteryczne takie jak: olejek lawendowy, olejek z geranium, olejek z drzewa herbacianego, olejek z eukaliptusa ale także olej kokosowy czy neem. Aplikuje się je częściej niż krople typu spot-on, ale właściwie nie mają żadnych skutków ubocznych (oczywiście jeśli pies nie jest alergikiem). Dość intensywnie pachną, więc w pierwszym momencie Noaś nie jest zadowolony, że został potraktowany pianką Beaphar, ale w kilka chwil, zapach się ulatnia. Dodam, że z wielką nieufnością podchodziłam do tego rodzaju preparatów i po każdym spacerze, sprawdzam Noasia. Nadal uważam, że to samodzielna decyzja każdego z nas, jakich produktów używa. Nie jestem fanatyczką w tym aspekcie, przedstawiam jedynie dostępne możliwości. Po roku stosowania tych preparatów nie wczepił nam się ani jeden kleszcz, a z Noaśka zdjęłam 2 kleszcze.  Myślę, że nie bez znaczenia jest fakt, że nie mieszkamy w mega zakleszczonej okolicy, Noaś jest jasno ubarwiony i dość wrażliwy – gdy coś po nim łazi, od razu się otrzepuje intensywnie  – te wszystkie czynniki pomagają nam w naturalnym zabezpieczeniu się przed kleszczami. [Edit: od maja 2016 w okresie wiosna-lato z uwagi na częste wyjazdy wróciłam do kropelek na kark, obserwując dalej działanie preparatów ekologicznych myślę, że są one ok, ale jeśli nie ma b. dużo kleszczy i jeśli futro nie jest mega gęste. W naszym przypadku wyjazd na Mazury rok temu zaowocowało wczepionym kleszczem i to mi dało do myślenia. Dobrze też łączyć zewnętrzne preparaty ekologiczne z suplementacją np. czystek. Bravecto nigdy nie próbowaliśmy i jesteśmy głęboko nieufni wobec tego środka, „śledztwo” w jego sprawie przeprowadził dog in travel klik.]

Eko zabawki

Czy zastanawialiście się kiedykolwiek z czego są zrobione psie zabawki, z jakiego rodzaju gumy, tworzywa, materiału? Jeśli odpowiedź brzmi NIE, to przyznam szczerze, że ja w swojej naiwności również się nad tym nie zastanawiałam. Ale gdy zauważyłam na psiej zabawce napis „not for children” zaintrygowało mnie to, bo w sumie zabawka jak zabawka, niektóre wyglądają naprawdę podobnie do tych dziecięcych i czemu niby „nie dla dzieci”? W Polsce zabawki dla dzieci do 3 roku życia, muszą posiadać certyfikat wystawiony przez upoważnioną do tego państwową instytucję certyfikującą po szczegółowym zbadaniu danego wyrobu. Nie znaczy to od razu, że psie zabawki są wykonane z materiałów, które zawierają szkodliwe substancje: pestycydy, formaldehyd, barwniki alergizujące, czy metale ciężkie ale znaczy to po prostu, że nie ma na ten temat, żadnych informacji :/ Zwróćcie uwagę z jakich tworzyw wykonane są psie zabawki: i tak pojawiają się zabawki z gumy TPR, która jest nietoksyczna oraz zabawki z juty czy bawełny. Na polskim rynku można znaleźć kilka tego typu zabawek, z zagranicznych produktów ciekawie wyglądają Honest Pet Products. W TKMaxx regularnie pojawiają się ekologiczne zabawki z gumy ryżowej firmy BecoPets.

Eko pielęgnacja

Trend na kosmetyki bez parabenów i ekologiczne środki czystości trwa już od jakiegoś czasu, ale o naturalnych preparatach pielęgnacyjnych dla psów jakoś specjalnie nikt nie mówi, choć takie preparaty są już dostępne i nawet popularne szczególnie na rynku amerykańskim. Przygotowując ten wpis znalazłam kilka ofert naturalnych, ekologicznych szamponów dla psów polskich producentów, a moją uwagę przykuł uniwersalny szampon dla psów na bazie ekstraktu z indyjskich orzechów piorących firmy Ecovariant. Orzechy piorące używam do prania od pewnego czasu, i na pewno piorą, a jednocześnie są przyjazne dla środowiska, chętnie bym wypróbowała ten preparat dla psów, szczególnie gdyby była wersja w sprayu, bo w taki sposób zazwyczaj się czyścimy.

Przed sezonem zimowym można też pomyśleć o zabezpieczeniu psich łapek przez mrozem i solą wysypywaną na chodniki. W zeszłym roku z powodzeniem używaliśmy masła shea i maść tranową (nie mam przekonania, czy jej skład jest w 100% naturalny) – oba preparaty fajnie się spisywały. Jeśli ktoś szuka jakiegoś specjalnie przygotowanego naturalnego specyfiku na suche psie łapki, albo nosek, może pomyśleć o psim masełku np. Dog Paw Butter.

Eko żywienie

Ekspertem od żywienia nie jestem, ale jak większość dociekliwych konsumentów czytam składy produktów, które sama jem i które je mój pies 😉 Od blisko roku jesteśmy wierni karmie Orijen Regional Red, czasem kupujemy jej rybną wersję – obie pełnowartościowe, naturalne, bez konserwantów chemicznych (sprawdzą się także u psiaków, które nie tolerują drobiu).  Często też gotuję dla Noaśka, albo przygotowując obiad komponuję go w taki sposób, by piesek też mógł zjeść coś „normalnego”. Na rynku jest dostępnych co najmniej kilka propozycji karm pełnych pełnowartościowych składników (np. Balcando, Lukullus, Healthy Paws). Można także sprawdzić jakość karmy w amerykańskim zestawieniu porównującym The Best Dog Food (niektóre z nich są dostępne na polskim rynku). Podobnie sprawa się ma ze smakołykami, wybieramy te z najprostszym składem, albo suszone jednoskładnikowe. Ostatnio wpadły nam w oko RogiDogi i nawet przetestowaliśmy, ale Noaś raczej nosił go ze sobą jako trofeum niż próbował jeść 😉

Zdarzył mi się raz, a może dwa (wstyd się przyznać, zła matka 😛 ) zrobić samodzielnie smakołyki i może powrócę do tego w długie jesienne i zimowe wieczory 🙂

ciastka

Tara – zwariowany świat Alaskan Malamute

A jakie są Wasze sposoby na ekologiczne życie z psem ?

*Wpis nie jest sponsorowany przez żadną ze wspominanych firm, wybór wymienionych produktów i linków jest subiektywny.

Czytaj więcej

Moje życie z Pierwotniakiem – 2 lata z Shiba Inu

Długo rozmyślałam co znajdzie się w tym wpisie. Czy ma to być bardziej poradnik dla osób, które myślą  o  posiadaniu psa rasy Shiba Inu, czy może raczej zapis moich indywidualnych doświadczeń. I prawdopodobnie będzie to mix jednego i drugiego 🙂 więc z góry ostrzegam, że wpis może być trochę chaotyczny 😉

Na początku powinnam zapewne napisać dlaczego zdecydowałam się na psa rasy Shiba Inu, która w Polsce jest dość rzadka i właściwie najlepiej zaklepać szczenię w jednej z niewielu hodowli. I szczerze powiem, że nie znam odpowiedzi na to pytanie 😛 Jakoś wczesną wiosną dwa lata temu pojawił się pomysł posiadania psa i ja na rympał powiedziałam, że „Jeżeli już to Shiba”. (Z Shibą miałam przypadkowy kontakt jakieś 10 lat temu – jeden z moich ówczesnych sąsiadów, miał Shibę, a ja spotykałam ich w windzie, i zawsze wydawało mi się, że to taki mały, grzeczny, uroczy piesek 😛 ) Jak sami widzicie nie była to decyzja przemyślana, długo wyczekiwana, czy nawet moje marzenie. Oczywiście przeczytałam informacje na temat tej rasy, które można było wówczas znaleźć w internecie, ale gdy napotkałam wpis na forum, że Shiba Inu nie jest na pewno rasą dla początkujących psiarzy, zupełnie to zignorowałam… I dopiero kilka tygodni po przywiezieniu shibulca do domu natknęłam się na rzetelny i wyczerpujący opis rasy oraz postępowania z psem rasy Shiba Inu ( autorstwa Joli, właścicielki Championa Zakiego, a obecnie mojej dobrej znajomej 🙂 ) który myślę, że sporo by zmienił, gdybym go przeczytała odpowiednio wcześniej.

28 października 2013 w moim domu pojawiło się 8 tygodniowe szczenię rasy Shiba inu, płci męskiej a mówiąc wprost był to diabeł wcielony w czystej postaci, który gryzł, drapał, piszczał i nie spał po nocy, reagował awersyjnie na dotyk i wiele bodźców ze świata zewnętrznego, brakowało właściwie tego, żeby rzucał się na twarz i odgryzał nos… Przez pierwsze dwa tygodnie myślałam, że oszaleję, a potem już nie pamiętam, albo rzeczywiście oszalałam, albo pokochałam bydlaka. Na pewno nie jest bez znaczenia to, że trafił mi się bardzo silny samiec rasy pierwotnej, i wszystkie osoby, które mają do czynienia z pierwotniakami i silnymi samcami, wiedzą co mam na myśli. Tu nie było mowy o mizianiu się z pieskiem i powolnej nauce, ok 12 tygodnia życia Noasia, w domu zapanował żołnierski dryl bo tylko tak udawało się funkcjonować z małym tyranem. Pomogła mi wówczas trzy rzeczy ( z czego dwie dość abstrakcyjne): sen z Japończykiem w roli głównej, który opowiedział mi o powstaniu rasy; spotkanie z wykwalifikowaną trenerką oraz doświadczenie totalnej łagodności ze strony mojego psa, które dało mi nadzieję, że dziki, pierwotny zwierz ma też swoje drugie oblicze.

Od razu zaznaczę, że jeśli ktoś chce pracować z Shibą to tylko z trenerem, który ma doświadczenie z rasą pierwotną a najlepiej z Shibą właśnie. Shiby absolutnie nie nadają się do szkoleń metodami awersyjnymi, fatalnie reagują na byłych policyjnych trenerów i innych, którzy widzę w nich tylko psa. Moja trenerka jako pierwsza powiedziała mi, że to nie są psy, tylko rasa pierwotna. Jeśli zrozumiesz, że masz w domu zwierze pierwotne, które przez National Geographic zostało uznane jako najbliższe genotypowi wilka to już naprawdę połowa sukcesu.shibainuwolflikeShiba Inu pochodzi z Japonii, należy do grupy szpiców i ras pierwotnych. Jest to jedna z najstarszych ras, która oryginalnie była wykorzystywana do polowań na zwierzynę (ptactwo, dziki) i silny instynkt łowiecki pozostał Shibom do dziś dnia. Jest to o tyle uciążliwe, że psy te są praktycznie nieodwoływalne, uwielbiają węszyć i chodzić swoimi ścieżkami, w mieście generalnie nie powinno się ich spuszczać ze smyczy, gdyż bardzo łatwo mogą wpaść pod samochód. Pomimo tego, że Noaś jest ładnie uwarunkowany na gwizdek, nie mam do niego zaufania gdy biega luzem spuszczony ze smyczy.

Shiba suczka ok 1930 Japonia

Shiba suczka ok 1930 Japonia

Shiba samiec ok 1930 Japonia

Shiba samiec ok 1930 Japonia

shibainu-japan2

Shiba Inu – old picture

shibainu-japan

Japończyk z mojego snu

Shiby mają niesamowicie wyostrzone zmysły, są zwinne, szybkie i bardzo skoczne (Potrafią w pół sekundy wskoczyć specyficznymi susami na 2 metrową górkę, albo niezauważone ukraść patyka idącemu psu z naprzeciwka). Często mówi się o nich „Mali Samuraje”, ale ja osobiście wolę określenie Yakuza 😛 Cechą charakterystyczną Shib jest powarkiwanie podczas zabawy i wydawanie innych dziwnych odgłosów, co często spotyka się z niezrozumieniem u innych psów, a tym bardziej psiarzy. Shiby nie są psami agresywnymi, ale potrafią być bardzo dominujące i to tyczy się zarówno psów jak i suk (choć moje osobiste doświadczenie jest takie, że suczki postrzegam jako naprawdę łagodne istoty). Jak wszystkie psy pierwotne mają silny instynkt terytorialny i nienawidzą podbiegaczy!!! W przypadku mojego psa nie ma mowy o witaniu się z innym nieznanym samcem. Noah toleruje tylko samce, które zna od małego, albo był z nimi socjalizowany na tyle regularnie, że w końcu potraktował go jako swojego. Shiby mają bardzo wrażliwą i upartą naturę, a ich nastrój potrafi się zmieniać z sekundy na sekundę. Jak wszystkie pierwotniaki są bardzo zaborcze przy odbieraniu zdobyczy, mogą nawet ugryźć! Wszystkie te niedogodności są wpisane w specyfikę rasy i nawet długotrwały trening niekoniecznie zmieni genetyczne uwarunkowania.

Shiby to niezwykle piękne psy, co niestety może się stać ich przekleństwem. Właściwie codziennie, choć raz jesteśmy zaczepiani, albo ktoś w oddali mówi „Zobacz jaki piękny pies”. Gdy ktoś zaczyna rozmowę, pyta jaka to rasa itp. dość zdecydowanie mówię, że jest to wymagająca rasa i, że baaaardzo obficie linieje, to zazwyczaj zniechęca przypadkowych entuzjastów.

Shiba Inu - Japan, 2015 photo: Ryuta Senuma

Shiba Inu – Japan, 2015 photo: Ryuta Senuma

Shiba Inu - Japan, 2015 photo: Ryuta Senuma

Shiba Inu – Japan, 2015 photo: Ryuta Senuma

Ale, żeby nie było tak strasznie opowiem też, o miłych aspektach Shibulców.

  • Shiba to pies czysty do granic możliwości, wylizuje się jak kot, na spacerach omija kałuże, gdy pada deszcz potrafi odmówić wyjścia na spacer (!). Jego sierść nie pachnie psem, szczerze powiem, że uwielbiam zapach mojego futrzaka, który generalnie ma za sobą dwie kąpiele 😛
  • Również trening czystości Shib jest mało uciążliwy, Noaś ok 16 tygodnia, pierwszy raz samodzielnie zasygnalizował potrzebę wyjścia drapiąc łapką w drzwi.
  • Shiba to cichy pies, nie szczeka, choć zapewniam wszystkich, że umie. Korzysta z tej umiejętności bardzo rzadko. Czasem podczas szalonej zabawy i bieganiny po domu, szczeka radośnie, ale zazwyczaj jest to krótkie WOOF, które oznacza ostrzeżenie. W momencie niepożądanego spotkania z innym psem, może szczekać w bardzo charakterystyczny, nerwowy, jakby pourywany sposób – nie jest to w żadnym wypadku zachęta do zabawy! A tutaj filmik z szczekającym Zakim 😀
  • Shiba jest wybitnie inteligentnym psem, wyczuwa emocje i intencje innych osób. Jeśli tylko zechce, potrafi fantastycznie dopasować się do swojego opiekuna.
  • Shiba to pies, który lubi aktywność fizyczną ale pomijając okres szczenięcy nie jest jest ona dla niego najważniejsza. Kiedy się bawi, to bawi się jak szalony, ale kiedy czas zabawy minie, w domu jest nad wyraz spokojnym i praktycznie nie zauważalnym psem. Większość czasu przy powstawaniu tego wpisu spędziłam w tak miłych okolicznościach przyrody 😉Noah sleeping

Dość przełomowym momentem w naszym wspólnym życiu, było przeczytanie wzmianki o szkoleniu psa w zupełnie nowym paradygmacie, które wywodzi się z pozytywnego behawioryzmu, a w Polsce jest praktycznie zupełnie nie znane (roboczo nazywam je podejściu relacyjnym, które głównie jest propagowane niezależnie przez Kathy Sdao, Grishy Stewart i Emily Larlham). Zakłada ono, że z psem można stworzyć relację opartą na zasadzie wzajemności, że można dostosowywać się do potrzeb psa, a nie tylko wymagać. Aby to zrobić trzeba naprawdę poznać psa – zobaczyć w nim czującą istotę, która się komunikuje, i podejmuje autonomiczne decyzje, a potem stworzyć takie warunki w otaczającym nas świecie dla naszego psa aby to wszystko uwzględnić. Czy brzmi to szalenie? Nie wiem, ale nigdy nie sądziłam, że pies może mnie tak odmienić, nauczyć mnie tylu rzeczy, a sama możliwość obcowania z nim i obserwacji jego zachowań dać tyle radości. Dodam także, że po prawie 2 latach stosowanie założeń tej metody Noaś traktuje mnie jako przewodnika stada, co oczywiście następowało w czasie. Tym bardziej jest to dla mnie satysfakcjonuje, że bez zbędnych manipulacji i dominacji stało się to na swój sposób naturalnie.

Czy zdecydowałabym się na kolejnego psa Shiba Inu? Szczera odpowiedź brzmi „Nie wiem” i głównie wiąże się to ze zmianą światopoglądu, która nastąpiła u mnie przez ostatnie 2 lata. Jest tak wiele psów, które potrzebują wsparcia, że chyba bliższa byłabym decyzji przygarnięcia suni w typie husky (nadal pierwotniak 🙂 ), o której zresztą skrycie marzę. Natomiast rozumiem osoby, które kupują Shiby z zarejestrowanych hodowli, bo tylko w ten sposób można zostać opiekunem zwierzęcia tej wyjątkowej rasy. Shiba jest praktycznie niedostępna do adopcji. Aktualnie w schronisku w Korabiewicach przebywa 12 psów w typie rasy Shiba Inu, które pochodzą z pseudohodowli i można się starać o zostanie domem tymczasowym dla nich. Szczegóły klik.

Czy polecałabym rasę Shiba Inu innym? Również szczera odpowiedź brzmi „Nie wiem” Shiba jest bardzo specyficznym psem i choć ja osobiście ją pokochałam, wyobrażam sobie, że ktoś może być bardzo niezadowolony z psa – nie psa. Mi akurat zupełnie nie przeszkadza niezależność mojego psa i zawsze należy pamiętać, że Shiby i inne psy ras pierwotnych mają swoją dziką naturę w genach, a aby przetrwać musiały być w stanie podejmować samodzielnie decyzje, a nie tylko wykonywać komendy. Wydaje mi się, że najlepszym pomysłem przed podjęciem decyzji o psie rasy Shiba Inu, jest spotkanie się na spacerze z właścicielem tej rasy i zobaczenie „na żywo” dynamiki psa, specyficznych zachowań, interakcji z innymi. Natomiast jeśli, ktoś potrzebuje rewolucji w życiu, to Shiba mu ją na pewno zapewni 😉 Odkąd mam Shibulca moje życie diametralnie się zmieniło, i jakby nie patrzeć to przez tego małego rudego powstała Psiamatka.pl 😉 Poznałam też mnóstwo fantastycznych osób i psów i myślę sobie, że to dopiero początek tej przygody 😀

A kto dotrwał w czytaniu do tego miejsca 😉 zapraszam na ciekawostki:

  • Internetowy Mem DOGE/Pieseł powstał z inspiracji rasą Shiba Inu -> WOW
  • Wszyscy shibomaniacy dzielą się zdjęciami swoich psiaków na grupie fb Shiba Inu Photography
  • Warszawscy shiboholicy dość regularnie uczestniczą w shibowych spotkaniach, jeśli jesteś z Warszawy lub okolic to zapraszamy do naszej grupy Shiba Inu Warszawa i okolice.
  • Shiba Inuyama Shibao jako pierwsza zaprezentowała wiadomości w japońskiej TV 😉
  • Shiby zazwyczaj mają japońskie imiona, Noah, też miał nazywać się po japońsku, ale w ostatniej chwili zmieniłam zdanie 😉 Jego imię pochodzi od głównego bohatera filmu Pamiętnik (The Nootbook)
  • Shibom wydaje się, że są większe niż w rzeczywistości, mają nawet swoje tajne sposoby znaczenia terenu, by inne psy, też myślały, że są większe 😛 ale nie będziemy ich zdradzać ^^
  • Shiba notorycznie mylona jest z Akitą (!), Siberian Husky (!) a nawet Alaskan Malamute (!!), wiele osób na poważnie pyta się, czy spaceruję z lisem na smyczy 😀
Czytaj więcej

Polecane zabawki dla psa

Psia zabawa to chyba najprzyjemniejszy moment, którego możemy doświadczyć w codziennym byciu z naszym pupilem. W tym wpisie chciałabym przedstawić polecane przez nas zabawki dla psa, które Noasiek szczególnie sobie upodobał (i nie będą to szarpaki 😉 )

Noaś niedługo skończy dwa lata i przez ten czas wypróbował naprawdę mnóstwo zabawek, z czego znaczną część oczywiście zniszczył. Udało nam się znaleźć dwie, które naszym zdaniem są warte uwagi.

Nr 1 na naszej liście to Kong Snugga Wubba – interakywna zabawka dla psa pokryta miękkim materiałem. Dostępna jest w 3 rozmiarach S, M i L – dostosowanym do wielkości psiaka. Wygląda jak mała owłosiona ośmiorniczka 😀 Jak sam producent wskazuje, można się nią bawić na różne sposoby. A jak to u nas wygląda?

Etap 1 – Wubba jest noszona – Noaś jest cały szczęśliwy, że ma swoje coś, i nosi to i przekłada. Tam gdzie on, tam i Wubba 🙂 Wygląda to naprawdę uroczo, często chcę ją zabrać nawet na spacer, ale Wubba raczej byłaby trudna w czyszczeniu, więc na spacery jej nie zabieramy.

Etap 2 – odrywanie nóżek – drugi etap jest rozłożony w czasie, jakby mimochodem, Wubba gubi nóżki (które Noaś odgryza i nie zjada na szczęście). Zabawa polega na tym, że Noaś kładzie się na kocyku i metodycznie glumie Wubbowe nóżki by je odgryźć, aż w końcu zostanie sam odwłok.

Etap 3 – dostanie się do środka Wubby, i wygryzienie gumowego elementu, który się tam znajduje. Oczywiście ten ostatni etap odbywa się w mojej obecności i choć wiem, że Noaś nie pożre tej gumy (bo nie ma takich tendencji) to raczej wolę mieć na niego oko.

Wubba Snugga także świetnie nadaje się do wspólnej zabawy z psem w przeciąganie czy aportowanie.

wubba-kong

Rozmiary Wubby L, M, S (źródło zdjęcia – www.kongcompany.com)

wubba-zabawka dla psa

Etap 1 – Zadowolony Noaś z różową (całą) Wubbą 😉

Za co my najbardziej lubimy Wubbę? Za możliwość zabawy rozciągniętą w czasie, nie jest to zabawka „na jeden raz” to już nasza 4 czy 5 Wubba, a jedna spokojnie przeżywa ok 3 miesięcy – a to moim zdaniem jak na psią zabawkę naprawdę długo!

Kolejnym naszym ulubieńcem jest Kula Beco Pets, którą odkryłam na zakupach w TK MAXX. (Btw właśnie w TK MAXX strefa zwierzęca to moja ulubiona i ubóstwiam oglądać gadżety, które się tam pojawiają.) Wracając do kuli to jest ona wykonana z w pełni ekologicznej gumy przyjaznej dla środowiska, pozyskiwanej z łusek ryżu! 😀 Nawet jeśli nasz psiak zdecyduje się się na konsumpcję tejże piłki nic nie powinno mu się stać. Jest to typowa zabawka, którą spokojnie możemy umieścić w kategorii stworzonej przez HEART CHAKRA „weź to i zejdź mi z oczu” 😛 Kula jest dostępna w 4 rozmiarach, jest dosyć ciężka i bardzooo wytrzymała na ząbki naszych zwierzaków (co nie zmienia faktu, że Noasiowi udało się ją rozbroić 😉 Tak czy inaczej przekonuje nas ekologiczność tego produktu i chętnie do niego wracamy. Oprócz kul z tego samego tworzywa są dostępne kostki i krążki. Dla tych, którzy nie mają dostępu do TK MAXX polecam amazon.co.uk gdzie produkty Beco Pets również można kupić.

BT_FETCH_BALL_psiamatka

Rozmiary Becoball (źródło zdjęcia – www.becopet.com)

BecoBall & Noaś - Psiamatka.pl

Ustawka 😉 – Noaś i BecoBall

becoball-ekologiczna zabawka

Zniszczenia BecoBall – obyło się bez sensacji żołądkowych 😉

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Aktualnie korci nas by wypróbować jedną z zabawek RAUKI. Znacie je?

A jaki są ulubione zabawki Waszych psiaków?

Czytaj więcej
gdzie na wakacje z psem

Psiolubne miejsca – wakacje z psem

Odkąd stałam się opiekunką cudownego psiego urwisa moje plany urlopowe uległy totalnej metamorfozie. Wcześniej wakacje liczyły się tylko za granicą i najlepiej samolotem, teraz pozostają Polska i auto na wspólne wypady. Z Noasiem podróżowałam od szczeniaka, w związku z tym mamy już kilka ciekawych miejsc do polecenia na wakacje z psem. Wakacje tuż, tuż, więc pomyślałam, że podzielę się z Wami naszymi sprawdzonymi miejscówkami.

W maju zeszłego roku potrzebowałam odpoczynku, resetu, byle daleko i najlepiej nad morzem. Kto zna to uczucie, gdy wychodzi się na szeroką piaszczystą pustą plażę, słychać tylko szum fal i cichy świergot ptaków? Psiamatka to uczucie uwielbia i każdemu poleca 🙂 Szukałam miejsca maksymalnie blisko morza i takie miejsce znalazłam w Gąskach woj. zachodniopomorskie w apartamentach Spokój i Dobro. Są to dwa samodzielne mieszkanka, położone w pierwszej zabudowie od linii brzegowej, oddzielone od morza krótkim kilkuminutowym spacerkiem. Generalnie słychać szum fal w pokoju 😉 Apartamenty położone są wśród niezagospodarowanych działek i pól, więc na spacer wychodzi się od razu. Właścicielami miejsca jest sympatyczne małżeństwo, które mieszka w tym samym domu co apartamenty, ale naprawdę jest to niezauważalne (choć wiem, że niektórzy wolą klimat zupełnej anonimowości). Dla mnie osobiście problemem było ogrodzenie z bali, które nie uchroni Noaśka przed ucieczką. To zresztą stało się na plaży, dzikie zwierze spuszczone, na przepięknej, prawie pustej plaży, pognało w siną dal, nabierało prędkości światła, mijało mnie i znów gnało. Na szczęście, w którymś momencie się opamiętało i przybiegło na zawołanie. Tak więc, gdy ja leżałam na leżaczku w ogrodzie obok domu, Noaś leżał pod leżaczkiem ale jednak na lince. Sam apartament to dwa pokoje: jeden z nich klasyczna sypialnia, drugi połączony z dobrze wyposażoną kuchnią, łazienka z prysznicem i przedpokój. Dla urlopujących się są przygotowane leżaki, parawany, a nawet specjalny koc termiczny, który można zabrać na plażę przed sezonem. Jedzenie można przygotowywać na miejscu, albo dojeżdżać do Kołobrzegu ok 15 min autem. Spacerem można dojść do Ustronia Morskiego, latarni w Gąskach, albo Sarbinowa i we wszystkich tych miejscach można znaleźć coś obiadowego do jedzenia. My jeździliśmy głównie do Kołobrzegu, gdzie we wszystkich knajpkach, w których byliśmy nie było problemu z pieskiem. W sezonie dużo punktów do stołowania się jest też w samych Gąskach, ale my z nich nie korzystaliśmy bo byliśmy tam w maju 🙂 Za pieska w Spokój i Dobro się nic nie płaci, a przynajmniej takie zasady obowiązywały w zeszłym roku w maju 🙂 (edit: chodzi o rok 2014)

Senny Noaś

Senny Noaś jeszcze bez matki.

Noaś_Psiamatka.pl

Noaś (7m) – Hemingway

Noaś, Psiamatka.pl

Noaś (7m) – Słoneczny Patrol

Kolejnym miejscem, które Psiamatka może polecić z czystym sumieniem to apartamenty Zamkowa 15 w Krakowie. Apartamenty Zamkowa 15 to w pełni wyposażone przestronne mieszkanka, urządzone w nowoczesnym stylu. I tu ponownie po innym naszym wyjeździe, przekonałam się, że Noaś najlepiej czuje na wakacjach mieszkając w mieszkaniu, które bardzo przypomina nasze. Chaty z bali choć klimatyczne, pachną za bardzo, i za bardzo trzeszczą 😉 powodując ciągłą czujność mojego psiaka.

Apartamenty Zamkowa 15 są położone w odległości krótkiego spaceru (ok 10 min) od Rynku Głównego, przy ruchliwej ulicy. Część apartamentów ma okna właśnie na nią co może być uciążliwe, inne są usytuowane od strony małej uliczki i tu na pewno będzie bardziej komfortowo. Na spacery wychodziliśmy na bulwary wzdłuż Wisły, które są położone tuż za rogiem. Na krótki, kilkudniowy pobyt zdawały rezultat, ale ogólnie w Krakowie do spacerów polecamy park Bednarskiego. Na jedzenie chodziliśmy do Zupitto – vegańskiej knajpki tuż obok apartamentów, gdzie spokojnie można wejść z pieskiem. Skusiliśmy się też na pizzę, podobno najlepszą w Krakowie. I tutaj niestety nie mogliśmy wejść z pieskiem, o czym informował znak na drzwiach, ale Psiamatka nie odpuściła, zapukała i powiedziała, że chce zamówić pizzę na wynos, ale jest z pieskiem i jak możemy to rozwiązać? Obsługa była na tyle uczynna, że powiedziała, żebym przyszła za 10 min i żebym poczekała w holu, z którego odebrano ode mnie pieniądze i dano mi pizzę do łapki. Można? Można 🙂 W Apartamentach Zamkowa 15 obowiązują dodatkowe opłaty za pieska 20 zł/doba.

Noaś_Psiamatka

Noaś na krakowskich włościach.

W dolnośląskim w zeszłym roku byliśmy dwa razy i raz spaliśmy w samym centrum Wrocławia na Rynku co miało swoje plusy i minusy. Natomiast drugą ciekawą miejscówkę znaleźliśmy przy okazji wyprawy na Akita Cup i Shiba Nippo – wówczas nocowaliśmy w gospodarstwie agroturystycznym połączonym ze stadniną koni Agro hippika w Kondratowie koło Legnicy. Budynek świetnie odrestaurowany, w klimacie, znajduje się w pięknym choć mokrym miejscu (proponuję wziąć kalosze), więc od razu po wyjściu z apartamentu zaczynaliśmy spacer. Nocowanie na wsiach ma zalety, w postaci przyjemnego otoczenia na wyciągnięcie ręki, minusem są natomiast wiejskie burki, które niestety latają luzem i straszą. Właściciele Agrohippiki, mają dwa psy, które też dość często biegają luzem i raz mieliśmy mało przyjemne spotkanie, ale nie zepsuło to całego pobytu. Pokoje są bardzo czyste i przestronne, spokojnie pomieszczą liczne stada 🙂 Śniadania można zamówić na miejscu, ale obiady należy ustalić wcześniej z gospodarzami. Można też szukać jadłodajni w okolicznych miasteczkach, co jednak wiąże się z wyprawami autem. Z Agro Hippika nie mamy niestety żadnych zdjęć bo Psiamatka ogólnie jest mało zdjęciowa 😉 Ale na stronie można znaleźć galerię. Za pieska obowiązuje opłata 20 zł za dobę, ale szczerze mówiąc nie pamiętam czy nie udało się Noasia przemycić w gratisie 😉 za zgodą gospodarzy oczywiście 😀


Od roku 2016 do naszych wakacyjnych psiolubnych miejsc dołączył Kołobrzeg, który nieznacznie eksplorowaliśmy w 2014 roku przy okazji wizyty w Gąskach, wtedy też Psiamatka zakochała się w zachodniopomorskich plażach.

Szeroka, czysta, pachnąca morską bryzą plaża niczym Agadir w Maroko – proszę bardzo, takie cudo znajdziecie na oddalonych od centrum plażach Kołobrzega. Wspaniałą decyzją w naszej rodzinie pojawiło się w tym roku mieszkanie, właśnie w Kołobrzegu, 350 metrów od mało uczęszczanej plaży, jedno zejście dalej od Psiej plaży! 😀 Droga do morza biegnie przez lasek, więc najpierw robimy przyjemny spacer a potem szalejemy/wypoczywamy na plaży. Noaś bez problemu zostaje sam w domu, więc gdy bezpiecznie śpi w zacienionym mieszkaniu, my możemy plażować do woli. Nasza kwatera znajduje się na komfortowym, nowym OSIEDLU POLANKI i sprawdziłam, że na booking.com są oferty mieszkań na wynajem, na pobyty wakacyjne, ale trzeba dopytać o pobyt z pieskiem. Oczywiście nie każdy musi lubić taki klimat wypoczynku na nowowczesnym osiedlu, ale doceniam: lokalizację, bliskość psiej plaży, lasku i ścieżek rowerowych i nie narzekam 🙂 Chciałam jeszcze napisać dwa słowa o samej psiej plaży w Kołobrzegu, nasza jest położona od Osiedla Radzikowo – do ostatniego zejścia na plażę do granicy z Grzybowem i mamy tutaj podajniki z woreczkami oraz kubełki na psie odchody. Po za tym plaża nie różni się niczym od tej „niepsiej” – jest czysta, szeroka, miejscami zacieniona, pieski mogą na niej szaleć do woli choć zgodnie z regulaminem powinny być na smyczy (pod kontrolą opiekuna). Po za sezonem widziałam nieliczne pieski, większość biegała luzem, ale nikt do nas nie podbiegał. Noaś zawsze był na długiej lince. Tak więc będziemy tu wracać i nawet długa podróż z Warszawy nam nie straszna 🙂

PS: od maja ruszyło Pendolino do Kołobrzegu – to super opcja i też o nie myślimy.

13340128_1029209537127116_392485723469266136_o

Noaś podbija strefę spacerów ze zwierzętami! Jak widać puściutko 🙂

13346154_1029209460460457_6871461280249404789_o

Byliśmy, zdobyliśmy 🙂

 

13403882_1029209783793758_1404238829360349591_o

Chwilo trwaj 🙂

Czytaj więcej